Skok przez kozła. Zasady.

  • Autor: Katarzyna
  • Data: 30.03.2021
  • Kategoria: Język francuskiInne
skok przez kozła

Kto nie skakał na lekcji wychowania fizycznego przez kozła niech zaniecha czytania tekstu już teraz. Ale nikt nie zaniecha, bo wszyscy skakaliśmy.

To znaczy byliśmy uprzejmie upraszani o skoki, aby zdać do kolejnej klasy. A żeby zdać potrzebna jest chociażby dopuszczająca ocena, a skąd taką wziąć? Z testu! Ze sprawdzianu! Z kartkówki! Z egzaminu! Z kolei na wuefie najłatwiej oceniać rezultaty zauważalne gołym okiem. Powtarzam: rezultaty zauważalne gołym okiem – już wiecie gdzie zmierza ten tekst? Ale zanim upewnimy się, czy myślimy o tym samym, zróbmy małe wprowadzenie.

Skąd się bierze refleksja?

Zacznijmy od tego, że większość rzeczy uświadamiamy sobie po procesie przejścia myśli przez tak zwaną fazę refleksji. A refleksja ma to do siebie, że nie wydarza się na miejscu, natychmiast, na zawołanie i w dodatku jako odpowiedź na stres. Szczególnie w wieku lat 10, kiedy to w czwartej klasie po raz pierwszy w karierze uczennicy ma się prawdziwą lekcję wychowania fizycznego na prawdziwej sali gimnastycznej! Refleksji towarzyszy spokój, dystans, oddalenie od typowego toku myślenia i raz jeszcze dystans. Bo bez niego nie spojrzymy odpowiednio na temat, ani siebie w temacie. Więc refleksja naszła mnie po przeszło 15 latach i to w szczególnym miejscu, w Beskidzie Niskim, jak czułam się odurzona wodą z Iwanicza Zdroju. Taka zdrowa ta woda była! Mówię Wam! A ta reflekcja to o czym miała być? A no tematem jest skok przez kozła właśnie – tak przynajmniej nazywaliśmy go w mojej szkole, a że w Polsce różnice nazewnictwa pomiędzy gąbką do mycia naczyń, a zmywakiem pojawiają się nawet pomiędzy miastami, to także sprawa może tyczyć się nazewnictwa akcesoriów sportowych w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych – bo że na Igrzyskach Olimpijskich (nie na Olimpiadzie! Bo Olimpiada to czas pomiędzy Igrzyskami! Tego akurat nauczyłam się jak niczego, na lekcjach wułefu) nikt nie skacze przez kozła jestem prawie pewna. Intuicja mi mówi, że musi to być jakaś szalenie ważna i podniosła nazwa. Zanim, jako typowy millennials zajrzę do Google stworzę swoje propozycje tegoż kozła.

Może jest to:

Skok przez czworonożne akcesorium

Albo: Skok przez przeszkodę czworonożną

A może: Ominięcie za pomocą skoku z fazą lotu obiektu czworonożnego?

Starczy – zapytajmy dziadka Google! Tzn babcię Google i zobaczymy ile razy w jej HERstorii ktoś o to zapytał i ile mamy odpowiedzi? Musi być babcia jakby co, bo tylko babcie wiedzą co, kto, z kim i o czym. Tego tego, wiecie.

Wyniki:

„About 1,520,000 results (0.43 seconds)”

I uwaga: nazwa produktu, który dziś kosztuje jedyne 4 612 złotych to:

Koń gimnastyczny z regulacja wysokości bez łęków

Mamy to. Nie kozioł, a koń. Bez łęków! Niewielka różnica, zatem zostanę przy moim nazewnictwie. Kozioł, niechże będzie kozłem, a skok przez niego to ważna cześć mojego dzieciństwa i lat nastoletnich, więc żal by było zmieniać nazwę na konia.

 

No ale! Jak Wam szło to skakanie? Lataliście jak szaleni i zgarnialiście szóstki z plusem, czy rozbiliście kiedyś zęby o takowego kozła?

 

To teraz powiem Wam, jak mi szło. Wyśmienicie. Zawsze byłam najniższa w każdej grupie, klasie, czy kolonii. Więc kiedy na lekcji doszło do skakania przez kozła wszyscy oniemieli z zachwytu. Ta najniższa skacze z powodzeniem? Ale że jak to działa? Inni, więksi i silniejsi ode mnie nie dawali rady, a nauczyciel powtarzał, jak mantrę – przecież z tymi długimi nogami to dasz radę! A Ci długonodzy nie dawali. Grubsi słyszeli, że to przez dodatkowy tłuszczyk. Swoją drogą co za fatshaming! I teraz pojawia się pytanie – na czym polega paradoks sukcesu skoku przez kozła? Na skoczności mikrusiczki mojego pokroju i niezręczności długonogich? Na koordynacji? Gdzie tkwi sekret i po co myśmy skakali?

 

Osobiście należę do osób upartych. Dopóki chcę dopóty próbuję. Na przykład potrafię pójść 22 razy na ten sam egzamin. Taka jestem uparta. I wiecie co? Mam też szalone marzenia i zawsze wierzę, że się uda. I dlatego ja przez tego kozła przeskakiwałam. Bo ja się tak cholernie bałam wybić żeby i tak cholernie chciałam go przeskoczyć, że we mnie wstępowały moce piekielne. Latałam! I to z króciutkimi nogami!

 

Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że trzeba się odważyć i za to właśnie postawiłby mi szóstkę, gdzie byłabym dziś?

 

Czy nie powinniśmy traktować tego kozła niczym treningu odwagi?

Czy ocenie nie powinno podlegać staranie się i przekraczanie własnych granic, które nie są widoczne gołym okiem. Czy w końcu ktoś może przestać oceniać dzieci, nastolatków i dorosłych tylko za to, co widać z odległości? Może mogliby tacy oceniający podejść bliżej i dostrzec strach w oczach? Może zamiast mówić, wykorzystaj te długie nogi można by było powiedzieć – najważniejsze to najpierw spróbować? I na początku spróbować unieść się na rękach szykując tylko do soku pewnego dnia? I widząc, gdzie ktoś zaczynał ocenić starania po czasie? Hę? Może cała klasa nie musi być na egzaminie i wiwatować, albo zanosić się od śmiechu, kiedy ‚okularnik’ rozbija się o kozła przy próbie zdania do kolejnej klasy?

 

Po latach myślę, że skok przez kozła był czymś więcej niż ćwiczeniem gimnastycznym. Ale to już wiecie od pierwszego akapitu. Tylko czy moi wuefiście to wiedzieli? Czy patrzyli na tego kozła, w sumie ofiarnego, jak ja dziś w 2021 roku? A wiecie czym jest taki kozioł na lekcji języka obcego? Myślę, że dla każdego czymś innym i w tym tkwi problem. Bo nie widać go gołym okiem. Nie patrzymy gołymi oczami. Także na samych siebie.

Ubierzmy te oczy w empatię i podejdźmy bliżej do swoich starań. Zobaczmy je, jak przeskakują te wysokie konie, kozły i inne strachy!

 

Inna myśl o szkole czeka na Was tutaj:

Komentarze

Pytania?

Z przyjemnością rozwieję wszelkie wątpliwości. Pamiętaj, za pierwsze spotkanie nie płacisz.
Każde kolejne kosztuje 80zł/h (j. francuski)
lub 100zł/sesję (coaching).




    Spotkania odbywają się w moim gabinecie przy ulicy Piłsudskiego we Wrocławiu.

    tel:+48 886 290 743

    e-mail:pytanie@katarzynastelmach.pl